20.11.2017 - kartka z kalendarza.... Great Ocean Road


  6 rano pobudka, ale taka bez budzika! Po zmianie czasu nasz wewnętrzny zegar jeszcze się nie przestawił. Ale to nie zmienia faktu, że jest już lepiej. Prze pierwsze dwa dni budzimy się o czwartej i nie wiemy co ze sobą począć. Potem szybkie zakupy, śniadanie i wyruszamy.... Opuszczamy Melbourne i kierujemy się na zachód, a naszym celem jest przejechanie Great Ocean Road.
Ta słynna malownicza droga biegnąca wzdłuż Oceanu o długości 243 km ma swój początek w Torquay a kończy się a Allansford.


Po około godzinnej jeździe docieramy do punktu początkowego. Torquay to dość znany kurort wypoczynkowy, który jest także dogodnym miejscem dla surferów. My jednak zatrzymujemy się tutaj tylko na chwilę. Plaże o tej godzinie są jeszcze puste i szczerze powiedziawszy nie zachwycają. Pstrykamy kilka fotek i ruszamy w kierunku Bells Beach. To tutaj została nakręcona scena z filmu Point Break z Patrikiem Swayze i Keanu Reeves. Co prawda takich wysokich fal jak w filmie nie doświadczamy, gdyż towarzyszy nam piękna słoneczna (prawie bezwietrzna) pogoda. Po krótkim spacerze i obserwacji miejscowych surferów ruszamy dalej w kierunku Lorne. Postanawiamy zjechać trochę z trasy i zobaczyć polecany wodospad - Erskine Falls. De facto nie czujemy się rozczarowani. Kamienne schodki w dół prowadzą nas pod wodospad, a tabliczki ostrzegające przed wężami budzą w nas lekki niepokój. Na każdy najmniejszy szelest reagujemy niemal, że podskokiem. Na szczęście nie spotykamy, żadnego niebezpiecznego zwierzaczka. Krótki spacer powoduje, że nasze brzuszki odczuwają lekki głód, jednak postanawiamy znaleźć odpowiednie miejsce na drugie śniadanie. Ale zanim to następuje, odkrywam na Google Maps jeszcze jedno miejsce warte odwiedzenia a mianowicie Teddy's Lookout i to jest strzał w dziesiątkę. Nie tylko widok jest zachwycający. To tutaj spotykamy piękne kolorowe papużki no i JEGO = PIERWSZEGO KOALĘ siedzącego na drzewie.
To nic, że moje poszukiwania zaczęły się dużo wcześniej. Gdy wsiadamy z powrotem do samochodu by ruszyć a dalszą drogę z rezygnacją w głosie mówię do mojego męża, że te wszystkie moje poszukiwania są bez sensu, tylko wieczorem nie będę mogła ruszać szyją od tego ciągłego patrzenia w górę. On wysłuchawszy moich żalów trochę zwalnia i dodaje :
- Chcesz zobaczyć koalę? To patrz do góry!
Ku mojemu zdziwieniu na gałęzi drzewa eukaliptusowego siedzi piękna leniwa koala. Oczywiście moja reakcja jest natychmiastowa. Każę natychmiast zatrzymać auto i z aparatem fotograficznym dosłownie jak burza wylatuję z samochodu. No dobrze, muszę przyznać, że moja piękna koala początkowo nie pozuje jak modelka, ale po kilku minutowej sesji w końcu odwraca pyszczek w moją stronę i udaje mi się zrobić idealne zdjęcie.
Pierwsze spotkanie z koalą made my day, dlatego cokolwiek by się nie wydarzyło, nie jest w stanie popsuć mojego dobrego humoru na resztę dnia.
Ruszamy dalej w poszukiwaniu idealnego miejsca na drugie śniadanie. Tym razem również zjeżdżamy z Great Ocean Road i kierujemy się w kierunku Cape Otway National Park. To właśnie tutaj najłatwiej spotkać koalę w jej naturalnym środowisku. Park Narodowy porastają oczywiście drzewa eukaliptusowe a ich zapach jest po prostu niesamowity. Tutaj, również spotykamy kilka koali. Ostatecznie dojeżdżamy do latarni. Bilet wstępu na przylądek kosztuję 20 dolarów, co w zupełności nie jest tego warte. Nie wiemy jednak jak to wszystko wygląda, dlatego decydujemy się na wejście. Po krótkim spacerze docieramy do latarni, wchodzimy na jej szczyt, podziwiamy widoki a następnie robimy sobie piknik i nareszcie zjadamy drugie śniadanie.
Po chwili relaxu ruszamy dalej. Tym razem przejeżdżamy trochę dłuższy odcinek drogi by dotrzeć do pierwszych formacji skalnych. Najpierw oglądamy Gibson Steps i schodzimy na plaże a następnie podjeżdżamy do największej atrakcji jaką są Twelve Apostels. O wyjątkowości tego miejsca z pewnością świadczy liczba przyjeżdżających tu turystów.
Pogoda dopisuję nam w 100 procentach a wapienne formacje skalne błyszczą na naszych fotografiach. Myślę jednak, że żadne zdjęcie nie jest w stanie pokazać prawdziwego piękna tego miejsca. Nakarmieni pięknem otaczających nasz widoków podjeżdżamy kawałek dalej, bo tam czekają na nas kolejne zapierające w piersiach atrakcje. The Loch Ard George, The Razorback, The Grotto i London Brige czyli kolejne formacje skalne wyrzeźbione przez samą naturę. Spacerując rozkoszujemy się niesamowitością tego miejsca.
Wkrótce nasz upojny w doznania dzień dobiega końca. Kolejną noc spędzamy w przydrożnym motelu w Warrnambool.
Plaża w Torquay

Plaża w Torquay

Bells beach

Bells beach


Wodospad Erskine

Widok z Teddy' s lookout


Kolorowa papużka

Moja piękna modelka

Widok na wybrzeże z latarni morskiej

Latarnia morska na przylądku Otway


Dom Aborygenów

Kolejna koala spotkana w parku Otway

Uwaga rough surface!!!

Gibson Steps

Szczęśliwi My


Twelve Apostels




Mój Fotograf


Zejście na plaże przy Gibson Steps




Loch Ard George






London Brige

The Grotto


Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty