Viva Mexico

Piramida Kukulkana

 Meksyk był zawsze moim podróżniczym marzeniem. Wbrew powszechnym wyobrażeniom kraina Majów to nie tylko tequila i kaktusy.  To kraj pełen historii, kultury, rajskich plaż, cenotes no i oczywiście najlepszego jedzenia na świecie. Wiem, że o gustach i smakach się nie dyskutuje, ale meksykańska kuchnia to dla mnie ‘number one‘.


Nasza podróż jak zwykle rozpoczęła się od przygód - wylądowaliśmy bez bagaży.  O fakcie, że lecąc tranzytem przez Mexico City trzeba odebrać bagaże, przejść przez specjalną kontrolę i jeszcze raz je nadać, dowiedzieliśmy się dopiero na lotnisku w Cancun. Niestety nie było co płakać nad rozlanym mlekiem, odebraliśmy samochód, który wcześniej zarezerwowaliśmy przez internet i pojechaliśmy do centrum miasta. Przezorny zawsze ubezpieczony - ponieważ taka sytuacja nie zdarzyła nam się po raz pierwszy, przygotowana na tą okoliczność, do torby podręcznej zapakowałam strój kąpielowy i lenią sukienkę. Mój mąż, jak zwykle nie wziął takiego scenariusza pod uwagę i musiał 'kisić się' w ciepłych ubraniach, dopóki nie kupiliśmy mu czegoś lekkiego. Brak bagaży zmienił nieco nasze plany, więc po zakupach udaliśmy się na plażę. Na szczęście pięć godzin później po odebraniu plecaków i nastawieniu nawigacji, rozpoczęliśmy naszą prawdziwą meksykańską przygodę. Nasz pierwszy przystanek to oddalone ok. 150 km od Cancun małe przytulne miasteczko Valladolid.

W Valladolid spędziliśmy pierwszą noc. Tutaj czas jakby zatrzymał się w miejscu. Wszystko na spokojnie, bez pośpiechu,  w oddali słychać śmiech dzieci przygotowujących się do szkolnego występu. Panująca tu radość, unoszący się zapach cukrowej waty i pikantnego meksykańskiego sosu to zapach miasta, które właśnie tak zostanie przeze mnie zapamiętane.

Następnego ranka wyruszyliśmy do najbardziej znanego, popularnego i tłumnie odwiedzanego przez turystów miejsca - Miasta Majów czyli Chichen Itza. Żeby uniknąć tłumów turystów i lejącego się żaru z nieba, polecam wczesną porę, póki autobusy wycieczkowe, jeszcze nie dotrą na miejsce.
Cała strefa archeologiczna zajmuje ok 8 km2, a najbardziej znaną i rozpoznawalną budowlą jest oczywiście piramida Kukulkana.  Nawiązuje ona pod względem konstrukcyjnym do kalendarza Majów, a we wnętrzu skrywa jeszcze jedną, starszą piramidę. Inne atrakcje to boisko do gry w pelotę, platforma czaszek, zespół tysiąca kolumn, świątynia wojowników czy Święta Cenote.

Zaledwie w pobliżu 6 km od miasta Majów,  znajduje się warta odwiedzenia Cenote  Ik kil
( cenote to naturalna studnia utworzona w skale wapiennej).  Tutaj wpadliśmy się na orzeźwiającą kąpiel. Miejsce to jest naprawdę niesamowite, gdyż można tutaj nie tylko pływać, ale także skakać do wody z różnych wysokości.

Po dniu pełnym wrażeń wróciliśmy na obiadokolację i nocleg z powrotem do Valladolid.  A następnego dnia znowu wczesnym rankiem ruszyliśmy w dalszą drogę. Tym razem w kierunku północnym, w poszukiwaniu flamingów, aligatorów i różowego jeziora.

Las Coloradas i Rio Lagartos to zupełnie inny świat. Nie ma tu tłumów turystów albo po prostu trafiliśmy na taką porę, że nie rzucali się w oczy.  Do Las Coloradas zawitaliśmy tylko w jednym celu, aby zobaczyć różowe jezioro. A kolejne dwie noce spędziliśmy w Rio Lagartos. Będąc tutaj warto wybrać się na wycieczkę łodzią, aby zobaczyć żyjące tu flamingi, aligatory, wykąpać się w solance i wysmarować się błotem. Nie warto wykupować wycieczki w hotelu, tylko wczesnym rankiem wybrać się nad przystań, gdzie za rozsądną cenę bez problemu znajdziemy kapitana w łodzią.




Prawdziwy Meksyk Valladolid i mały park w centrum miasteczka.

Valladolid.

Chichen Itza




Boisko do gry w Pelotę.

Święta Cenota w Chichen Itza.

Cenote Ik Kil.

Las Coloradas i różowe jezioro.


Rio Lagartos i czarne pelikany.

Aligator

Tuż przed kąpielą w solance.

Flamingi

Maseczka błotna

Krzysztof w błocie

Rio Lagartos

Zachód słońca w Rio Lagartos

Przystań i sympatyczny pelikan.


Komentarze

Popularne posty